Według kierownictwa NRD narkotyki takie jak cannabis były fenomenem Zachodu. Czy to naprawdę tak było?
📑 Inhaltsverzeichnis
- Gazeta BILD była trudniejsza do przemycenia niż haszysz
- Ogólnoniemiecki joint na Pomniku Bitwy Narodów
- Czarny afgański haszysz w NRD?
- Wraz z upadkiem muru upadają hamulce
- Nomen est Omen – Dzielnica LSD
- Opustoszałe pola konopi włóknistych z NRD jako plac zabaw dla miłośników marihuany
- Często zadawane pytania
- 💬 Fragen? Frag den Hanf-Buddy!
Polityka narkotykowa i kultura narkotyków w NRD mają aż do dzisiaj wpływ na konsumpcję substancji psychoaktywnych w nowych landach niemieckich. Nielegalna forma środków odurzających, która była zakazana zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie w czasach zimnej wojny, prawie wcale nie istniała w ówczesnym bloku wschodnim. Dlatego na terenie byłej NRD jest pokolenie marihuanistów mniej niż w dawnej RFN.
W przeciwieństwie do Zachodu w NRD nie istniała również zdelegalizowana scena narkotykowa. Konsumpcja trawy, LSD czy nawet twardszych narkotyków była raczej wyjątkiem niż regułą i prawie zawsze miała coś wspólnego z tzw. kontaktami zachodnimi. Cannabis i inne nielegalne narkotyki były według partii problemem kapitalizmu, których brak w NRD natomiast miał być dowodem na wyższość społeczeństwa socjalistycznego. Bezklasowym i niezależnym od poglądów środkiem odurzającym dla lub przeciwko socjalizmowi był alkohol.
Gazeta BILD była trudniejsza do przemycenia niż haszysz
Takim wspominanym wcześniej kontaktem zachodnim był również ówczesny bardzo młody autor tego artykułu. Poznałem kilku punkersów z Lipska poprzez ówczesnie rozpowszechniającą się korespondencję, którzy zaprosili mnie w 1987 roku na oficjalną wizytę prywatną do Lipska. Z poprzednich przekroczeń granicy wiedziałem, że funkcjonariusze granicy NRD drobiazgowo przeszukiwaliby samochód w poszukiwaniu zachodnich druków lub kaset video, ale kawałek haszyszu na pewno by nie rozpoznali jako taki. Dlatego ja i moi towarzysze postanowiliśmy podarować lipskim punkerom fragment naszej zachodnioniemieckiej płyty punkowej na najwyższe socjalistyczne święto – 1 maja 1987 roku. Pięć gramów standardowego marokańskiego haszyszu szybko zniknęło w języczku военизованного buta, gdzie mundurowi oszczercowie go nie znaleźli nawet podczas obowiązkowej procedury zdejmowania butów.
Natomiast stara gazeta BILD, która służyła jako zbieracz wilgoci na dnie pożyczonej apteczki, została zajęta i prawie kosztowała nas pozwolenie na wjazd po nieprzyjemnej rozmowie i wielu pytaniach. Hasz mógł spoczywać wprost na kierownicy, bez że pogranicznicy rozpoznaliby go jako taki.
Dwie godziny po przekroczeniu granicy znaleźliśmy się z przywlekaną skrzynią Flensburga i kawałkiem haszyszu na imprezie w zajętym starym domu w Lipsku-Connewitz. Chciałem, jak to u nas zachodnich punkerów zwyczajnie, zbudować joint na powitanie naszej małej grupy. Zanim skończyliśmy pracę, byliśmy otoczeni przez 30 osób bez doświadczenia z cannabisem i średnim poziomem alkoholu 1,3 promila.
„To jest press-tobak?“
„Nie, to haszysz ze Wschodu.“
„Czy się go wstrzykuje?“
„Właściwie tak, ale strzykawkę nam zabrali na granicy. Palenie to właściwie strata, ale cóż.“
„Czy to nie uzależnia?“
„Widzisz?“
„Mogę się podzielić?“
„Później, najpierw zejdź trochę w dół.“
Ojej, nie bałem się, że moi nowi znajomi staną się haszyszowymi narkomanami. Ale siedzieliśmy na niezabezpieczonym dachu i miałem po prostu obawy, czy ubity imprezowicz bez doświadczenia z haszyszem byłby w stanie utrzymać się na wąskiej krawędzi mieszanego stosowania. Na koniec to haszysz, jeszcze z Zachodu, znowu byłby obwiniany za spadek. Więc zapomnieliśmy o pięknym widoku, aby w spokojnie podzielić się jointem w kuchni jedno piętro niżej.
Ale biorąc pod uwagę ludowe papiery do skręcania i ciekawość około dwudziestu wschodnioniemieckich punkerów, joint natychmiast się rozgrzał po zapaleniu. Ostatecznie prawdopodobnie żaden z początkujących palaczy nie wdychał dwa lub trzy naprawdę grube zaciągnięcia i tym samym psychoaktywną dawkę. Krótko mówiąc: wszyscy byli nawaleni, ale nikt nie stał się doped po jointa. Dlatego zatrzymałem to, co zostało z pięciu gramów, aby cieszyć się tym później w spokoju z naszymi gospodarzami.
Ogólnoniemiecki joint na Pomniku Bitwy Narodów
Następnego dnia w historycznie ważnym miejscu wreszcie do tego doszło: mogliśmy zapalić naszego pierwszego niemiecki-niemieckiego jointa pośrodku Pomnika Bitwy Narodów. Oczywiście nasi gospodarze, którzy ze swojej strony przyczynili się papierami Dre-Pa (towarem VEB) i palikami F6 do ogólnieniemieckiego dzieła sztuki, byli natychmiast zachwyceni działaniem społecznie niszczącej substancji ze Wschodu. Podczas naszych kolejnych wizyt aż do transformacji w 1989 roku wszyscy bardziej cieszyli się z przyniesionych prezentów cannafine niż z taniego kawy z dyskontu czy obowiązkowych owoców egzotycznych.
Wśród naszych nowo zdobytych przyjaciół z lipskiej sceny punkowej rozeszła się wtedy już wiadomość, że nasiona konopi z paszy dla ptaków NRD mogą kiełkować i kwitnąć. Konopie ze wschodniej Niemiec nigdy nie podlegały unijnym przepisom dotyczącym konopi włóknistych. Potężne odmiany z hodowli państwowej wykazywały bardzo niskie, ale czucialne zawartości THC. Jeden z naszych przyjaciół punkerów zaczął nawet uprawiać trawę z materiału siewnego paszy dla ptaków VEB na lipskim podwórku. Pod koniec października wyschnął roślinę wraz z wszystkimi liśćmi i łodygami, zmielił ją na drobno i palił. U mnie to nie działało, ale moi połipskich kolegów mieli inne zdanie. Możliwe, w końcu ja byłem już wtedy przyzwyczajony do czegos znacznie silniejszego.
Czarny afgański haszysz w NRD?
Jak później się dowiedziałem, były pojedyncze przypadki, gdy sowieccy żołnierze zajmujący terytoria sprzedawali haszysz z Afganistanu. Związek Radziecki przez zajęcie sąsiedniego kraju w 1979 roku przyniósł haszysz do kraju, którego konsumpcja była szczególnie popularna wśród niektórych żołnierzy, ale wcale nie tak rozpowszechniona, jak to było z cannabisem wśród sił zbrojnych USA w Wietnamie kilka lat wcześniej. Ponieważ między sowiecką armią a ludnością NRD często panował żywiołowy czarny rynek, niejedne kawałki czarnego afgańskiego haszyszu znalazły drogę przez bramę koszar do socjalistycznego kraju. Ale były to, dokładnie jak przynieśione przez berlińskich punkerów z Zachodu prezenty dla kolegów ze Wschodu na Alexanderplatz, przypadki jednostkowe, które statystycznie nie miały znaczenia. Kto w NRD chciał czegoś więcej niż alkohol, sięgał po produkty kombinatów farmaceutycznych lub państwowych firm farmaceutycznych. Bo za te psychofarmaka takie jak substancje pobudzające i uspokajające istniał kwitnący czarny rynek, na którym wiele osób pracujących w szpitalach dorabiało sobie lub wymieniało się na rzeczy.
Wraz z upadkiem muru upadają hamulce
Jeśli była się gotów zrezygnować ze zwyczajowych standardów, tuż po upadku muru na Wschodzie miasta dostępne były mieszkania za darmo. Tak też stało się z mną i podobnie myślącymi ludźmi na Wschodzie miasta krótko po upadku muru. W Prenzlauer Berg, Mitte czy Friedrichshain można wtedy nagle było mieszkać jak i gdzie się chciało. Oprócz naszego w samym LSD-Viertel* było ponad 100 zajętych domów. Poza tym było mnóstwo pustych mieszkań, do których można było się po prostu wprowadzić. Ale kolorowa awangarda, która wtedy zawładnęła centrum Berlina, oczywiście przynosiła ze sobą również swoje preferowane, często nielegalne substancje. Z którymi obywatele NRD praktycznie nie mieli doświadczenia. Właściwie bezpośrednio po upadku muru wschodnioberlinczycy mieli znacznie zbyt mało zachodnioniemieckiego pieniądza na trawę, haszysz czy coś twardszego. Ale na czarnym rynku wymiany były na porządku dziennym.
Ponieważ ludowa narkotyka alkohol była w NRD tak tania, gram haszyszu w zależności od statusu i umiejętności negocjacyjnych kosztował w 1990 roku około jedną butelkę mocnego alkoholu („Pfeffi“, „Goldi“ itd.). Trawę było wtedy również rzadko dostać nawet na Zachodzie i było trudniej ukrywać niż haszysz. Bo w pierwszym roku po upadku muru można było co prawda poruszać się bardziej swobodnie niż przedtem, ale granica nadal istniała. Ponieważ pozostali funkcjonariusze granicy NRD otrzymywali teraz wskazówki od kolegów ze Wschodu, od wiosny 1990 roku były nawet powierzchowne, zwykle bezowocne kontrole próbkowe haszyszu i nie tylko.
Funkcjonariusze zajmujący się narkotykami w klasycznym sensie jednak nie istniały ani w części wschodniej, ani prawo o substancjach odurzających. Uchwalone w 1973 roku wschodnio-niemieckie prawo o substancjach uzależniających było źle sformułowanym papierowym tygrysem, do którego wdrażania w porównaniu z zachodnią częścią brakowało praktycznie żadnych zasobów. W wyniku tego przez pierwsze lata po upadku muru wszystkie możliwe narkotyki były sprzedawane całkiem otwarcie i bez ukrywania. Haszysz był dostępny w prawie każdym zajętym domu i w praktycznie każdym klubie nocnym. Kto chciał czegoś twardszego, mógł liczyć na znalezienie pełnego asortymentu u mniej więcej rozbitego faceta w połoofallającym mieszkaniu w podwórzu, w jednym z wielu pół-legalnych klubów techno czy odpowiedniej knajpie. Wtedy uświadomił mi się nie tylko brak sensu zakazu cannabisu, ale również to, co się dzieje, gdy ktoś po prostu nieskoordynowanie sprzedaje narkotyki niedoświadczonym ludziom.
Nomen est Omen – Dzielnica LSD
Szczególnie w pierwszych latach po upadku muru widziałem, jak sąsiedzi i przyjaciele w mojej nowej dzielnicy ulegają. Po tym, gdy po pierwszych jointach, tribach czy ścieżkach nawet nie podejrzewali, jak niebezpieczne mogą być niektóre substancje przy regularnym stosowaniu, często było już za późno. Media i polityka obu państw niemieckich jednogłośnie rozpowszechniały całkowity nonsens o haszyszu. Niektórzy, którzy znali zagrożenia tylko z telewizji, myśleli, że potencjał zagrożenia kolorowych pigułek czy proszków można porównać z stosunkowo niskim potencjałem cannabisu.
My zachodni punkrzy oprócz burd z policją znaliśmy również szalonych fanów LSD i złamanych ulicznych narkomanów, którzy byli dla nas pouczającymi przykładami. Niewielu chciało kłopotów z policją z powodu kawałka haszyszu lub zepsucia sobie błyszczące przyszłości masywnym problemem uzależnienia. To pomogło większości „Zachodniaków“ pomimo mizerii polityki narkotykowej i otwartej sceny narkotykowej przejść przez naprawdę trudne czasy w miarę bezboleśnie. Młodzi ludzie, którzy dorastali na wschodzie, często nie rozumieli, że nawet otwarta scena narkotykowa ma reguły – zarówno w zachowaniu wobec policji, jak i w stosowaniu substancji z czarnego rynku.
Również odpychające kariery narkotykowe, w przeciwieństwie do Republiki Federalnej lub Berlina Zachodniego, nie istniały na Wschodzie. Więc jeden typ w niezajętym sąsiednim domu przez miesiące każdego dnia wrzucał co najmniej jeden trip – aż dosłownie przyszedł lekarz. Kilka ulic dalej na początku 1991 roku młoda kobieta, którą znałem z widzenia, została uratowana ze stanu dezorientacji z dachu. Po złym tripie przez miesiące z obawy, że lekarz mógłby ją zawiadomić policji z powodu złego tripu, była w całości zakifowana.
Polityka narkotykowa w NRD aż do 1989 roku po prostu nie istniała, ta na Zachodzie utknęła w początkowych latach i zwykle stawiała na represje. Polityka federalna i krajowa wtedy zaniedbała stawiania czoła bardzo specjalnej sytuacji z rzeczową informacją lub nawet możliwością kontroli narkotyków czy konsumpcji akceptujących ofert doradczych.
Opustoszałe pola konopi włóknistych z NRD jako plac zabaw dla miłośników marihuany
Kolejnym spadkiem braku polityki narkotykowej z czasów NRD były ogromne, opustoszałe od 1989 roku pola konopi włóknistych wokół Berlina czy też Magdeburga. Od 1990 roku były regularnie rabowane przez miłośników marihuany. Konopie włókniste z NRD miały zawartość THC powyżej jednego procenta, wyższą zawartość substancji czynnej niż dzisięcy konopie włókniste UE, których zawartość THC jest sztucznie utrzymywana na 0,3%. Wschodnie konopie były przy prawidłowym dalszym przetwarzaniu użyteczne i nadające się do palenia. Własne próby przesiewania haszyszu z kwiatów wtedy jednak zawaliły się z powodu braku doświadczenia i/lub niskiej zawartości THC materiału wyjściowego. Wynik, żółtawy, prawie nielepiący się proszek. Ten proszek miał mało wspólnego z haszyszem, jaki znałem z Maroka i prawie nie miał żądanego efektu.
Najbardziej znane z tych pól konopi znajdowało się tuż obok kolei S-Bahn w Berlinie-Buch. Po tym, jak policja przez dekadę próbowała bezskutecznie spalić pole jesienią z powodu nocnego ataku miłośników marihuany, na początku milenium zostało ostatecznie zniszczone przy użyciu ciężkich maszyn.
Po i z powodu trzech dekad wspólnie palonego jointa ściany w głowach, szczególnie te bardziej tolerancyjnych miłośników marihuany, szczęśliwie zniknęły. Szczególnie w wschodnio-niemieckich dużych miastach wielu zajmujących domy, artystów, punkerów i innych kolorowych psów ze Wschodu i Zachodu rozwinęło się w warsztaty twórcze dla twórców kultury.
Kannabisowa, alternatywna subkultura berlińskiej Dzielnicy LSD, Mainzer Straße, Kastanienallee, Linienstraße czy też drezdeńskiego Neustadtu uczyniły te dzielnice po raz pierwszy twórczymi dzielnicami, które dziś stanowią Berlin, Drezno czy Lipsk. W całkowicie sgentryfikowanych scenicznych dzielnicach z 2023 roku cannabis jest dziś jeszcze bardziej rozpowszechniony niż w reszcie kraju. Wokół Warschauer Straße lub na Helmholtzplatz w sobotę wieczorem pachnie tak intensywnie trawą jak egzotycznym jedzeniem z food trucków. Palenie marihuany jest tam naturalną częścią miejskiego stylu życia. Naprawdę kreatywni tymczasem szukają znowu szerokiej drogi – ponieważ metr kwadratowy w sercu miejskiego stylu życia kosztuje tymczasem więcej czynszu niż gram naprawdę dobrej marihuany na czarnym rynku.
*LSD-Lychener-Schliemann-Dunckerstraße

Często zadawane pytania
Czy w NRD istniały narkotyki takie jak cannabis i haszysz?
Tak – Cannabis i haszysz istniały również w NRD, ale były tam rzadkie i trudne do zdobycia. Konsumpcja i czarny rynek pozostały fenomenami niszowymi, zupełnie inaczej niż w krajach o bardziej liberalnym podejściu, takich jak dzisiejsza Portugalia z jej zdekriminalizowaną polityką narkotykową. To, że sama prohibicja jest coraz bardziej kwestionowana, pokazują ostre krytyki ekspertów wobec polityki zakazów.
Jak cannabis i haszysz dostały się do NRD?
Większe ilości trafiły zwykle do Wschodu poprzez podróżujących i tajne ścieżki przemytu – niektóre trudniejsze do transportu niż zachodnie gazety. Haszysz ma przy tym długą tradycję, jak pokazuje nasz przegląd haszyszu z połowy XIX wieku.
Co Hawaje mają wspólnego z konopią i piwem?
Artykuł łączy historię cannabisu w podzielonej Niemczech z osobliwą epizodą dotyczącą piwa na Hawajach i pokazuje, jak różnie regulowane i osadzone kulturowo są artykuły luksusowe na całym świecie. Jak bardzo różni się postępowanie w zależności od kraju, pokazuje na przykład debata, czy cannabis w Tajlandii mógłby być również legalizowany do celów rekreacyjnych.
Czy cannabis jest dzisiaj legalne w Niemczech?
Kennst du Geschichten über Cannabis-Konsum in der DDR?
Odkąd Ustawę o Cannabisie (CanG) prywatny uprawa i posiadanie w ograniczeniach są dozwolone – długa droga od czasów NRD. Jak inne kraje postępują z cannabisem, pokazuje nasz międzynarodowy przewodnik po cannabisie 2026 oraz historia holenderskiej kultury coffeeshopów.





































